‘To już dwa miesiące od kiedy wróciłem z wakacji, a oni nadal są
tacy. Co ja zrobiłem? Ciągle wytykają mi moje błędy i potknięcia. I
nienawidzą mnie, chodź dawniej byliśmy najlepszymi przyjaciółmi. Co ja
im takiego zrobiłem?’ – myślał Harry idąc samotnie szkolnym korytarzem.
Starał się omijać wszystkich ludzi, nie dotykać ich, by po raz ponowny
nie być rzuconym o szafki.
Gdy już był kilka kroków od swojej szafki poczuł mocne pchnięcie, a chwile później był przygwożdżony no metalowych drzwiczek.
- Uważaj jak łazisz frajerze !- krzyknął Nick, niegdyś jego najlepszy
przyjaciel – Co się tak na mnie patrzysz cioto?! Języka ci zabrakło w
gębie !? – ryknął wprost w zaskoczoną twarz loczka.
- Co znowu Ci zrobiłem ? -spytał spokojnie patrząc prosto w oczy
Grimshawa – Szedłem przy samych szafkach więc nawet nie miałem cię jak
dotknąć, więc czemu się na mnie wyżywasz? Co ja ci takiego zrobiłem
Nick ? – mówił spokojnie loczek, wywracając tym z równowagi wyższego.
- Oddychasz Styles ! To mi przeszkadza cioto! – krzyknął przyciskając
młodszego do szafek jeszcze mocniej, przez co ten stęknął cicho z bólu,
czując na skórze formujące się guzy.
- Możesz przestać? To boli… - szepnął Harry bojąc się reakcji
wyższego chłopaka. Na te słowa rzucił nim jeszcze mocniej, przez co z
ust zielonookiego wydobył się jęk bólu. Po tym zdarzeniu Grimmy odszedł
jak najdalej zostawiając obolałego chłopaka za sobą.
‘Dzień jak co dzień’ – pomyślał Harry wyciągając książki od biologii z
szafki, i jak najszybszym krokiem udając się do klasy na lekcje.
W tedy jeszcze nie wiedział, że ten dzień będzie zupełnie inny.
*
- Dziś drodzy uczniowie, podczas lekcji będą wam pomagać koledzy z
wyższego levela. Macie wykonać kilka eksperymentów, która grupa wykona
je pierwsza otrzyma nagrodę. – odparł wesoło pan Dickens, nauczyciel
biologii. A zaraz po tym jak skończył ostatnie zdanie, do klasy weszli
starsi uczniowie. Jak zwykle nie zwracając uwagi na podniecone
dziewczyny z ławki obok, które ciągle szeptały o tym jaki to jakiś tam
Tomlinson jest przystojny, wyłączyłem się na chwilę.
- Styles… - powiedział pan Dickens – ty będziesz w grupie wraz z
Tomlinsonem. Louis mam nadzieję, że go czegoś nauczysz, ostatnio bardzo
się pogorszył – powiedział nauczyciel do chłopaka, wskazując na mnie
palcem. Ale to nie był zwykły chłopak. On był piękny, pomyślał Harry.
Miał cudowne niebieskie oczy, niby kobiecą urodę, ale on wydawał się
przez to bardziej męski. A gdy szedł w kierunku ławki loczka z cudownym
uśmiechem, na tych swoich idealnych malinowych ustach… Harry myślał że
jest w niebie.
- Cześć jestem Louis. A ty z pewnością jesteś Harry – powiedział chłopak delikatnie posyłając młodszemu zadziorny uśmiech.
- Cześć – szepnął onieśmielony Styles. ‘Co jest ze mną nie tak… czemu
czuję motylki w brzuchu?’ – pytał sam siebie loczek, nie mogąc oderwać
wzroku od starszego chłopaka, który zajął miejsce zaraz obok niego.
Trochę bliżej niż inni uczniowie, ale może mu się wydawało, bo czemu
niby Louis chciałby siedzieć tak blisko niego? Harry’ego. Zbyt wysokiego
i chudego, o trochę zbyt mocno skręconych lokach i mizerniej budowie.
Tak. Na pewno mu się wydawało.
A podczas tłumaczenia mu ich eksperymentów, przez przypadek co kilka
chwil dotykał jego dłoni. Bo gdyby robił to specjalnie, okazałoby się,
ze także jest gejem. A tak być nie może bo Louis jest zbyt miły, zbyt
przystojny i zbyt idealny by Harry mógł mu się podobać, a co w ogóle
inni chłopcy.
- … I tak właśnie zachodzi do fotosyntezy, mitochondria tej komórki
dokonują jej szybciej niż inne bo są większe. Rozumiesz Hazz ? – Louis
powiedział z uroczym uśmiechem, delikatnie ściskając swoją dłonią udo
Harry’ego. I w tedy to się stało. To było za dużo, ten uśmiech, to jak
nazwał Harry’ego i jego ręka powoli masująca udo chłopaka. Jego spodnie
stały się ciaśniejsze. ‘Tylko nie teraz, błagam nie teraz’ – modlił się w
myślach chłopak, starając się nie patrzyć na swój problem jak i na te
cudowne oczy starszego.
- T-tak ro-rozumiem – wyszeptał chłopak na wydechu, patrząc na mikroskop, lekko uderzając w niego dłonią.
- Wszystko w porządku Harry? Zrobiłeś się blady… - powiedział brunet
kładąc swoją dłoń na tej należącej do młodszego lekko ją ściskając i
powstrzymując tym samym od stukania w ławkę. ‘O Jezu, jakie on ma
cudowne dłonie, takie delikatne, ciekawe jakby to było gdyby mnie objęły
i… STOP ! Nie myśl o tym Harry…. Spokojnie… wdech i wydech’ – myślał
Harry.
- Harry jesteś tam ? – odparł lekko zmartwiony niebieskooki podnosząc
palcami brodę młodszego, nakierowując ją tak by patrzył mu w oczy. I to
był koniec Harry’ego… Loczek szybko spojrzał w duł i ujrzał mocno
odznaczającego się członka. Potem spojrzał na starszego, który nie był
niczego świadomy.
- Nie… nic mi nie jest… po prostu troszkę tu duszno. Zaraz mi na
pewno przejdzie – powiedział onieśmielony, lekko zachrypniętym głosem ,
czerwieniąc się na policzkach.
- Nie wydaje mi się Hazz. Może chcesz na chwile wyjść się
przewietrzyć ? – powiedział poważnie Louis a w jego oczach błyszczało
zmartwieniem.
- Nie, nie musze, naprawdę mi już przechodzi – powiedział śmielej zakrywając dopiero zdjętą bluzą swój problem.
- No dobrze, ale jak to się powtórzy powiedz mi od razu, nie chce by
coś ci się stało maluchu – odparł starszy szeptem delikatnie
przytulając Harry’ego. Loczek delikatnie się spiął, ale po chwili oddał
pieszczotę. W chwili gdy się od siebie oderwali rozbrzmiał dzwonek,
informujący o końcu lekcji. – Do zobaczenia – powiedział spokojnie Louis
zbierając swoje rzeczy i jeszcze raz przytulając chłopaka, a następnie
wychodząc z klasy.
Harry szybko zebrał swoje książki, i nie patrząc na zdezorientowane
spojrzenia dziewczyn obok, wybiegł z klasy udając się do łazienki, a gdy
się w niej tylko znalazł szybko zabarykadował się w jednej z kabin.
‘Nie wierze, że to robie w szkolnym kiblu’ – pomyślał chłopak gdy zaczął
pomagać sobie z problemem.
*
Podczas przerwy na lunch kiedy Harry kierował się w stronę stołówki
jak zwykle spotkał się z epitetami takimi jak ‘ciota’ , ‘ frajer’ i
‘dziwadło’ ale dziś dołączyło do nich ‘pedał’ i ‘obciągacz’. Jak zwykle
starał się nie zwracać na to uwagi. Ale wszystkiego było już za dużo w
momencie gdy odbierał swój lunch ktoś wytarł mu w twarz i koszulę mleko
zagęszczone.
Nie zwracając na to uwagi, chłopak wziął więcej serwetek, i kilkoma
wytarł od razu twarz. A bałaganem na swoim ubraniu postanowił zając się
na swoim miejscu, czyli ławce na samym krańcu stołówki zaraz obok
śmietników. Loczek siedział tam od początku roku i czuł się z tym
dobrze, mało kto na niego tam zwracał uwagę, i nie tak często dostawał
resztkami jedzenia.
Gdy już dotarł do swojego stolika i ułożył na niej tacę ze swoją
sałatką, jabłkiem i sokiem pomarańczowym, by po chwili sięgnąć po jedną z
serwetek leżących na lego tacy. Dość skrupulatnie zaczął wycierać plamę
po mleku, która miała imitować spermę, z koszuli.
Chłopak nawet nie zauważył gdy ktoś usiadł obok niego przy stoliku.
- Kto ci poplamił koszule? I w ogóle co to jest ? – spytał jak zwykle spokojnie Louis.
- Ym… sam nie wiem ale idzie się przyzwyczaić to tylko mleko
zagęszczone, zaraz zejdzie – powiedział trochę smutno Harry, gdyż było
to już 4 raz w tym tygodniu a jest dopiero środa.
- Często ci to robą Harry? – spytał niebieskooki, zabierając z mojej
ręki serwetkę, by po chwili zmoczyć ją w swojej wodzie i samemu wziąć
się za wycieranie plamy z koszuli.
- Emm… chyba nie tak bardzo, ale idzie się przyzwyczaić – szepnął
Harry nie będąc całkowicie pewnym jak zareagować na bliskość bruneta,
który nawet po wytarciu plamy nie odsunął się ani na centymetr.
- Od początku roku zastanawiam się Harry, czemu się nad tobą tak
znęcają. I nie umiem nic wymyślić. Bo jak można sprawiać przykrość tak
spokojnemu i niewinnemu chłopakowi jak ty? Jesteś tak uroczy a do tego
te twoje dołeczki – mówiąc to chłopcy zaśmiali się cicho - są rozkoszne.
Nie wiem co się stało w wakacje Hazz, ale moim zdaniem oni nie powinni
cię tak traktować. Jesteś taki delikatny. Obserwuję cię od dłuższego
czasu i sam nie wiem, ale coś każe mi cię chronić i cię pomagać.
Uwielbiam twój uśmiech i chciałbym by gościł na twojej twarzy częściej,
bo gdy ty się nie uśmiechasz to i ja nie mogę. – odparł spokojnie
Tomlinson przyciągając loczka do siebie i zamykając w silnym uścisku,
którego żaden z nich nie chciał zakończyć. Było im za dobrze, czuli się
jakby byli we właściwym miejscu i czasie. Ich ciała były idealnie do
siebie dopasowane, ale obaj bali się cokolwiek powiedzieć by nie zepsuć
tego w zarodku.
- Hej Louis!! – pisnęła jakaś dziewczyna psując ich chwile. Chłopcy
nie chętnie się od siebie odsunęli patrząc zaskoczeni na dziewczynę
stojącą przed nimi. A była to Eleonor Colder, kapitan drużyny
chelreederek (dop.aut. nie wiem jak to się pisze ale chyba wiecie o co
chodzi nie ? :D) – Szukałam cię skarbie ! – zapiszczała wysoko próbując
przyciągnąć do siebie bruneta, na co ten tylko wyrwał swoją rękę z jej
uścisku.
- O co ci chodzi El? Czy powiedziałem ci nie wyraźnie, że z nami
koniec? Nie doszło to do ciebie? – odparł zmęczonym głosem Louis.
- Myślałam, że nie mówisz serio Tommo… - jęknęła dziewczyna –
Przecież było nam razem tak dobrze! A tak w ogóle czemu siedzisz z
nim ?! – zapiszczała oburzona wskazując swoim różowym tipsem na
zlęknionego Harry’ego.
- O co ci znowu chodzi Colder? Nie jesteśmy już razem mogę robić co
chce i z kim chce. I to nie jest żaden on, tylko Harry. I jest o wiele
więcej wart od ciebie, myślisz że nie wiem o tym, że za moimi plecami
sypiasz z Mattem ? Chyba nie uważasz mnie za takiego przygłupa jak on. –
odparł z obrzydzeniem Tommo wstając z miejsca i ciągnąc za rękę loczka –
I dla twojej wiadomości nawet mnie nie kręciłaś złotko. Nie ciągnie
mnie w te sfery. – dodał zgryźliwie, po czym splątując swoje palce z
tymi należącymi do Stylesa w pośpiechu wyszedł ze stołówki, nie zważając
na szepty za sobą. Bo przecież on jest Louis Tomlinson, król sceny tej
szkoły i nie obchodzi go zdanie innych na jego temat.
*
Od tego zdarzenia Louis nie opuszczał Harry’ego na krok. Przyjeżdżał
po niego przed szkołą, odprowadzał na lekcje, spędzał z nim każdą
przerwę wliczając w to lunch oraz na koniec dnia odwoził go do domu,
żegnając się z nim uściskiem.
Tomlinson nie wyjaśnił loczkowi o co chodził z tym, że Eleonor to nie
jego sfery i, że go do niej nie ciągle. Zazwyczaj odpowiadał wymijająco
i próbował to odwlec w czasie.
Nikt nie mógł wyjść z szoku w momentach gdy Louis stawał w obronie
Stylesa. Bo kto by pomyślał, że aktor i piosenkarz jakim był Tomlinson
nie bał się ubrudzić sobie rąk w obronie przyjaciela.
Bo tak już się nazywali się chłopcy po kilku tygodniach znajomości.
Było wspaniale do dnia podczas, którego Louis był zajęty próbami do
przedstawienia. Odbywały się one podczas przerwy na lunch. Trochę
zawiedziony Harry, po odprowadzeniu Tomlinsona pod samą aulę, ruszył w
kierunku stołówki. Na jego nie szczęście musiał przejść obok Sali
gimnastycznej jak i szatni. W chwili gdy myślał, że jest już bezpieczny
ktoś go wciągnął za rękę do szatni.
- Oh… Jak dawno nie było nam dane się spotkać Harry – powiedział
sarkastycznie Nick, rzucając go w ręce swoich kolegów z drużyny rugby. –
Widzę, że twój obrońca postanowił cię zostawić… Oh… Co za pech –
szepnął z uśmiechem w twarz loczka.
Chwile później Harry mógł poczuć tylko ból w każdej części ciała.
- Na reszcie możemy się na tobie zemścić z Mattem za to, że przez
ciebie została upokorzona El na oczach całej szkoły pedale! – krzyknął
Grimshaw kopiąc zwijającego się z bólu chłopaka jeszcze mocniej w
brzuch, a potem w twarz. Harry poczuł chrzęst w nosie, a następnie
jęknął głośno wypluwając krew z ust. Ale to jakby jeszcze bardziej
zdenerwowało jego oprawców, którzy zaczęli go bić mocniej.
Oczy loczka stawały się coraz cięższe, nie miał już nawet siły krzyczeć z bólu.
- Nick.. może już przestańmy, on chyba nie może się ruszyć i jest
strasznie blady. Chyba nie chcesz go zabić nie ? – powiedział jakiś
gruby głos, a zaraz po nim ciosy ustały. Harry odetchnął z ulgą, ale to
sprawiło mu okropny ból ‘chyba mam złamane żebro’ – pomyślał po chwili,
mając trudności z oddychaniem.
- Święta prawda Matt. – powiedział Nick – A ty cioto jak komuś o tym
powiesz już nie żyjesz! Rozumiesz pedale pierdolony !? – krzyknął
starszy podnosząc młodszego, na co ten tylko jęknął boleśnie –
Słyszysz!? – powtórzył plując mu w twarz.
- Tak… - szepnął chrypliwie Harry, nie czując nic poza bólem. Po
chwili znów leżał na ziemi, a jedyne co słyszał to pospieszne kroki na
korytarzu.
Powoli wyciągnął telefon z kieszeni i wybrał dobrze mu już znany
numer. Po kilku sygnałach usłyszał spokojny głos mówiący ‘Halo?’ a w tle
dźwięk muzyki i krzyki różnych ludzi.
- Lou, pomóż jestem w szatni, wszystko mnie boli – wyszeptał
chrapliwie, a potem się rozłączył odkładając rękę wraz z telefonem na
ziemię.
Leżał tak chwile na plecach, próbując nie myśleć o okropnym bólu całego ciała gdy usłyszał odgłos szybkich kroków.
- Harry! Gdzie jesteś!? – krzyczał ktoś w oddali.
- Tutaj.. – jęknął chłopak nie zbyt głośno, ale wystarczająco by starszy kolega go usłyszał.
- Oh… Hazz… Co oni ci zrobili ? – wyszeptał jakby do siebie
Tomlinson, podciągając delikatnie ciało młodszego na swoje kolana i
głaskając delikatnie jego loki.
- Słabo mi… - wyszeptał cichutko ostatkiem sił. A potem nic już nie słyszał, a przed jego oczami zrobiło się ciemno.
Zemdlał.
*
- Jak on się czuje panie doktorze? – spytał pierwszy głos, wysoki.
- Zastał bardzo poobijany, ma złamane 2 żebra, nos i rękę. Ale
powinien z tego wyjść. Jego narządy są całe. – oparł drugi, niski.
- Czemu nadal jest nie przytomny? – spytał kolejny, przez który w brzuchu rozbudzającego chłopaka pojawiły się motylki.
- Zdaje mi się, że z powodu utraty krwi. Ale nie długo powinien się
obudzić. – odparł drugi po raz kolejny. ‘ To chyba lekarz’ – pomyślał
leniwie loczek. Nie mając siły podnieść powiek by to sprawdzić.
- Ile tu zostanie? – spytał ten trzeci, i w tedy Harry był już pewny. To Louis.
- Jest do zależne od tego jak długo będzie nie przytomny. Gdy tylko
się wy budzi sprawdzimy jego czynności życiowe jak będą one w normie
możemy go wypisać od razu.
- Pani Styles, poruszył ręką – odparł radosny głos Tomlinsona i w tym
samym momencie zielonooki otworzył oczy. A pierwszym co ujrzał były to
te cudowne niebieskie, należące do jego przyjaciela.
- Hej LouLou – szepnął zachrypniętym głosem od snu, nie zwracając
uwagi ani na lekarza ani na swoją matkę. Jedyne co się teraz liczyło to
uśmiech Louisa i ciepło jego ręki na dłoni młodszego. Świat dookoła nich
zniknął.
- Hej Hazza… - szepnął z szerokim uśmiechem starszy – strasznie
jesteś poobijany loczku, chyba czas cię zapisać na jakieś sztuki walki.
Chwile mnie nie ma a ty od razu w bójki się wdajesz maluchu… - szeptał
smutno.
- Oh… Tommo przecież żyje, nic mi nie jest. Widzisz oddycham –
powiedział pocieszająco młodszy ściskając mocniej dłoń przyjaciela, -
Ale jak już bardzo chcesz, mogę chodzić na samo obronę, ale pod jednym
warunkiem – dodał z chytrym uśmieszkiem.
- Jakim? – powiedział starszy poważnie.
- Będziesz chodził tam ze mną – zachichotał Harry, przywołując tak uwielbiany przez siebie uśmiech na twarzy Tomlinsona.
- Umowa stoi – powiedział wesoło, ‘Ahh te humorki Louisa’ – pomyślał Harry, patrząc czule na starszego.
- Egom… - za chrząkał ktoś obok nich.
- O! Mama! – krzyknął zszokowany loczek – Co ty tu robisz? Przecież
byłaś na delegaci w Irlandii – powiedział zszokowany chłopak.
- Ale wróciłam, bo mój kochany synek wylądował w szpitalu. Myślałam,
ze umierasz! – krzyknęła zirytowana kobieta – I tak z resztą było!
Dziękuje Bogu za Louisa bo nie wiem co bym narobiła w tej twojej szkole!
Jak to możliwe, że nikt nie zobaczył tego jak zostałeś pobity kochanie?
Do tego lekarz mi powiedział, że to nie pierwszy raz Herreh, co się
dzieje skarbie? Czemu nic mi nie mówiłeś? – szeptała kobieta bliska
płaczu, podchodząc do swojego syna, by po chwili wziąć go w ramiona –
Louis powiedział, że to Nick. Ale przecież wy się przyjaźnicie prawda?
Harry czemu nic nie mówisz – szeptał kobieta, odpowiedział jej tylko
cichy szloch chłopca – Sh… Harry już spokojnie możesz mi powiedzieć
słońce, jak i Louisowi jesteśmy tu dla ciebie skarbie – kobieta szeptała
do syna wycierając jego łzy – Prawda Lou?
- Oczywiście. Harry jesteś moim najlepszym przyjacielem zrobiłbym
wszystko dla ciebie loczku – mówił spokojnym tonem głaskając nie
zagipsowaną dłoń chłopaka, a potem ją całując.
- Ale oni powiedzieli – jąkał chłopak – że… że oni mnie zabiją jak
komuś powiem – szeptał przerażonym tonem wtulając się w matkę.
- Nie mogą tego zrobić Hazz, słońce musimy o tym powiadomić dyrektora – mówiła kobieta.
- Wiem, ale co jak będzie gorzej? Naprawdę dajmy temu spokój na
razie, może im przejdzie jak zobaczą co zrobili. – szeptał powoli
chłopak, czkając cicho.
- Jesteś zbyt dobry Hazza – powiedział Louis.
- Zgłosimy to jak się powtórzy – powiedział jakby do siebie, do końca nie będąc pewnym czy w ogóle to zrobi.
*
- Chodź Harry czas do domu. – powiedział Tomlinson, wchodząc do
pokoju trzymając w jednej dłoni kartę z wypisem a w drugiej torbę z
ubraniami dla młodszego – Masz. – powiedział podając mu to drugie i
odkładając kartkę na stolik obok łóżka.
Chwile później pomagał chłopakowi się przebrać, trochę za często
patrząc się na ciało chłopaka, ale kto na to zwraca uwagę? To pewnie
przez te siniaki, są okropne.
- Już gotowe. – powiedział lekko spiętym głosem starszy – Dasz rade
wstać sam Hazz? – spytał czule patrząc na wymienionego chłopaka.
- Chyba tak – powiedział loczek nieśmiało. Wstał powoli, i ruszył do
drzwi Sali, czekając przy nich na przyjaciela – Lou idziesz ? – spytał
odwracając się i patrząc na chłopaka, który jak widać wiódł za nim
wzrokiem. Na swoje imię i wzrok młodszego, Tomlinson zarumienił się
delikatnie, szybko pozbierał rzeczy należące do przyjaciela i podnosząc
kartkę z szafki ruszył w jego kierunku. – Gdzie moja mama? – spytał
lekko zaskoczony nie widząc nigdzie swojej rodzicieli.
- Wróciła do Irlandii. Będzie z powrotem za 2 tygodnie, przez ten
czas zajmę się tobą loczku – powiedział radośnie Louis biorąc pod rękę
przyjaciela i idąc ku wyjściu ze szpitala.
*
- Boo!! Chodź tu!! – krzyczał loczek ze swojego pokoju, do którego po
chwili wpadł przerażony brunet rozglądając się dookoła szukając powodu
przerażenia młodszego.
- Co się stało? – spytał Tomlinson nadal się rozglądając.
Była 7 rano. A on jeszcze do końca nie kontaktował ze światem.
- Pomóż założyć mi skarpetkę – powiedział chytrze młodszy wiedząc, że
jego przyjaciel robił śniadanie, a nie nawiedził gdy ktoś mu przerywał w
tej czynności.
- Żartujesz sobie prawda? – spytał lekko zirytowany – Właśnie o mało
nie zabiłem się biegnąc po schodach myśląc, że umierasz czy coś. A ty
darłeś się tylko po to bym założył ci skarpetkę? JEBANĄ SKARPETKĘ? –
powiedział zdenerwowany brunet, czym w ogóle nie zraził młodszego.
- Tak Boo… bo ja nie mogę dosięgnąć przez te złamane żebra –
powiedział przesłodzonym tonem, patrząc na przyjaciela tymi swoimi
kocimi oczami – Ploseeeee?
- Ugh! Daj już te skarpetki – powiedział niby poważnie Louis, ale w
kąciku jego ust ukrywał się czuły uśmiech. – Już gotowe – powiedział po
chwili – Spakowałeś się? – spytał, a w odpowiedzi loczek mu tylko
przytaknął głową, więc starszy podszedł do jego plecaka zarzucił go
sobie na ramie i podszedł do drzwi – Więc chodź naleśniki gotowe.
*
Gdy podjeżdżali pod szkołę Mini Cooperem Tomlinsona wszyscy się na
nich gapili. Ale to nie była to taka nowość. Przecież Louis przyjeżdżał
do szkoły wraz z Harry’m od połowy października, a już jest początek
grudnia. Loczek nie mógł czegoś zrozumieć.
- Lou, co się stało po tym jak mnie pobito? – spytał niby spokojnie
chłopak, obserwując reakcje przyjaciela. Dłonie starszego zacisnęły się
mocniej na kierownicy podczas parkowania, a on sam stał się bardziej
spięty.
- Nic – powiedział gardłowym głosem.
- Boo… Przecież widzę, powiedz mi – powiedział spokojnie Harry biorąc
w swoją dłoń jedną z tych należących do Tomlinsona, starał się nie
zwrócić uwagi na to jak pomiędzy ich palcami przeszedł prąd a ciało
Louisa lekko się zrelaksowało – Ufasz mi prawda?
- Tak… Ja po prostu, w piątek rano gdy ty byłeś jeszcze nie
przytomny, przyjechałem do szkoły i w momencie gdy tylko ujrzałem
Grimshawa, rzuciłem się na niego i zacząłem bić – powiedział ze
spuszczoną głową – Złamałem mu nos, chwile przed tym jak mnie od niego
odciągnięto. Gdybyś widział jego minę – zachichotał nie wesoło – był
zaskoczony. Chyba się tego nie spodziewał po mnie. Bo sam spójrz, jestem
aktorem i nie mam zbyt męskiej budowy ciała a złamałem mu nos i nieźle
poobijałem. – zaśmiał się na koniec – I zaraz po tym zerwałem się z
lekcji i pojechałem do ciebie, resztę już znasz. – powiedział cicho,
powoli podnosząc wzrok na oczy młodszego – Miałem ochotę go zabić za to
co ci zrobił. – powiedział szeptem lekko głaszcząc druga dłonią policzek
Harry’ego. Po chwili się nad nim pochylając i całując go w niego, w
miejscu gdzie znajdowała się zdarta skóra. – Nikt nie ma prawa cię
skrzywdzić, nie dopuszczę do tego słońce – powiedział całkowicie
poważnie, poczym wyszedł z auta, wyciągnął ich plecaki z tylnych siedzeń
i otworzył drzwi przed Stylesem – Wychodzisz? – spytał łagodnie.
- Tak… - powiedział niemrawo chłopak, nadal przyswajając nabyte
informacje. – Dziękuję Lou. – dodał po chwili ciszy gdy znajdowali się
już przy drzwiach placówki.
- Za co loczku ? – spytał lekko zaskoczony.
- Za wszystko co dla mnie robisz – powiedział spokojnie, i po chwili
pocałował starszego w policzek. Wszyscy patrzyli na nich, jakby nic
innego się nie działo. – Dziękuję.
- Nie ma za co Hazza – powiedział z lekkim uśmiechem Louis otwierając drzwi i idąc ramię w ramie z młodszym.
*
- O Styles widzę, że znalazłeś sobie ochroniarza ! – krzyknął ktoś za
Harry’m, gdy kierował się do auli, na której Louis miał próbę
przedstawienia.
- Jak często mu obciągasz!? – krzyknął kolejny głos, loczek tylko
zajacgryzł wargę i przyspieszył kroku, by jak najszybciej się znaleźć u
celu.
- Ej Harry ile bierzesz za pieprzenie!? – krzyknął jeszcze inny, a w
oczach chłopaka pojawiły się łzy i zaczął biec, nie wsłuchując się już w
obrażające go wyzwiska.
Zatrzymał się przy drzwiach Sali, wytarł łzy z policzków i przyodział
sztuczny uśmiech na usta, przecież Louis nie może się zobaczyć, że
płakał bo od razu się będzie martwił, a tego Harry nie chciał.
Gdy wszedł tylko do auli ujrzał Tomlinsona na scenie. Wyglądał jak
ryba w wodzie. Szybko przeszedł przez miejsca na widowni i usiadł w
drugim rzędzie, mając idealny obraz na przyjaciela. Był to niesamowity
widok. Louis wyglądał idealnie, a Harry nie mógł oderwać od niego
wzroku.
- Jest niesamowity prawda? – spytał wysoki głos obok, loczek nie
odrywając wzroku od sceny przytaknął – Więc ty musisz być Harry. Louis
nie przestaje o tobie mówić, oczywiście same dobre rzeczy, wszyscy
doskonale już tu wiemy o tym jak idealny jesteś. – zachichotała cicho. –
Jestem Cher, miło cię nareszcie poznać Harry – powiedziało wesoło
dziewczyna wyciągając do niego dłoń. Chłopak powoli odwrócił wzrok od
przyjaciela i uścisnął dłoń dziewczyny. Była to drobna szatynka, o
krótkich włosach, zielonych oczach i elfach uszach.
- Ciebie również Cher – powiedział przyjaźnie chłopak, starając się nie zrazić do siebie dziewczyny.
Siedzieli przez chwile w ciszy, obserwując bruneta podczas próby.
- Zdaje mi się, że on coś do ciebie czuje Harry – powiedziała jakby nigdy nic Cher.
- Jesteśmy przecież przyjaciółmi – powiedział niepewnie chłopak.
- Ale to jest coś mocniejszczego od przyjaźni Harry, i jestem pewna,
że czujesz to samo. – powiedziałą spokojnie patrząc na loczka, po chwili
ujęła jego dłoń w swoją – Harry ty go kochasz.
- Nie…- powiedział zlękniony – Jak ty…
- Widzę jak na niego patrzysz – weszła mu w słowo – Ja patrzę tak
samo na Eda, mojego chłopaka, gdy go widzisz twoje oczy jaśnieją a
uśmiech sam wchodzi na usta. To widać Harry. Ale nie martw się – dodała
widząc strach w jego oczach – on czuje to samo. Od kiedy cię tylko
spotkał jest radośniejszy, mówi tylko o tym jak cudowny jesteś, jaki
dobry. To jest miłość Harry, on cie nie zostawi. Znam Louisa od zawsze i
jeszcze nigdy tak nie promieniał. Ostatnio było z nim źle, bardzo źle,
ale ty wszystko naprawiłeś. Dałeś mu na nowo poznać radość. Dziękuję ci
za tom, że to zrobiłeś. – mówiła z uśmiechem, a gdy tylko skończyła
przyciągnęła loczka do niedźwiedziego uścisku, który z przyjemnością
odwzajemnił.
Dawno nie poznał osoby tak pozytywnej jak Cher, i chyba znalazł w niej nową przyjaciółkę.
- Dziękuję Cher, postaram się coś z tym zrobić – szepnął dziewczynie na ucho.
- A co tu się dzieję!? Nie ma mnie chwile a ty Haroldzie już mnie
zastępujesz ? – spytał poważnie tak dobrze znany loczkowi głos. Szybko
odrywając się od dziewczyny, Harry rzucił się w ramiona Louisa.
- Booo Bear!! Tęskniłem – pisnął całując w oba policzki lekko zdezorientowanego przyjaciela, po czym silnie się w niego wtulił.
- Aw…. Jak słodko – zaszczebiotał dziewczyna.
- Hazz wszystko w porządku ? – spytał starszy lekko odsuwając od siebie loczka.
- W jak najlepszym, już nie można się ucieszyć na widok przyjaciela? – spytał słodko Harry patrząc w oczy Tomlinsona.
- Można – szepnął starszy, przyciągając zielonookiego do kolejnego uścisku.
*
- Louis musimy porozmawiać. – Harry powiedział siadając na jednym z
kuchennych stołków, patrząc jak Tomlinson gotuje obiad. Słysząc te słowa
chłopak wyłączył gaz, odłożył ścierkę na bok i usiadł naprzeciw loczka,
patrząc na niego wyczekująco.
- Co się stało Hazz? – spytał po chwili ciszy.
- Musze ci o czymś powiedzieć… - Harry szepnął patrząc na swoje
splątane palce, na których parę sekund później pojawiła się także dłoń
jego przyjaciele, masując je delikatnie.
- Harry, powiedz co ci leży na sercu. Będzie ci od razu lepiej – powiedział spokojnie Louis.
- Bo… Bo ja… Bojachybasięwtobiezakochałem – wytrajkotał na wydechu młodszy.
- Jeszcze raz Hazz. Wolniej bo nic nie zrozumiałem.
- Bo ja się chyba w tobie zakochałem – szepnął czerwieniąc się na twarzy Harry, nadal uparcie patrząc w swoje dłonie.
Między chłopcami zapanowała cisza, podczas, której było słychać
głębokie wdechy starszego. Harry powoli podniósł swój wzrok na
przyjaciela, którego oczy były szeroko otwarte.
- Mam nadzieję, że przez to nie zniszczę tego co jest między nami.
Ale jeżeli zmieniło to twój pogląd na mnie to po prostu mi powiedz i
skończmy to jak najszybciej… - wyszeptał ze łzami w oczach Harry, teraz
wszystkie jego obawy się sprawdziły. Straci go. Jedyną osobę, która się o
niego troszczyła, nie będąc jego matką. ‘Jednak Cher się myliła’ –
pomyślał wstając ze swojego miejsca, lekko wyszarpując swoją dłoń z
uścisku przyjaciela, teraz już byłego przyjaciela i ruszył do swojego
pokoju wolnym krokiem.
- Hazz! Poczekaj!
Loczek zatrzymał się w połowie schodów i odwrócił w kierunku głosu Louisa.
- Hazz to nie tak, ja po prostu nie wiedziałem co powiedzieć.
Obserwowałem cię od tak dawna, zakochując się w tobie każdego dnia coraz
bardziej i teraz dowiaduję się, że ty to odwzajemniasz. Po prostu byłem
zaskoczony i przeszczęśliwy. Nie spodziewałem się, że ty, uroczy
chłopak z cudownym uśmiechem, pięknych lokach i tak wyjątkowym
charakterze, odwzajemnisz moje uczucia. To jest tak piękne. Naprawdę
Harry, nigdy bym cię nie zostawił jesteś dla mnie zbyt ważny a do tego..
– nie mogąc dłużej słuchać tej plątaniny słów Harry po prostu go
pocałował. A Louis z lekkim zaskoczeniem odwzajemnił to wplątując swoje
dłonie w włosy młodszego, na co ten odpowiedział mu przyciągnięciem ich
bioder do siebie.
To był pierwszy pocałunek Harry’ego, i był lepszy niż chłopak mógł
sobie wymarzyć. Usta Tomlinsona były miękkie i smakowały truskawkami, a
Harry miał wrażenie jakby były stworzone tylko na niego. Nie przestając
się całować chłopcy ruszyli do pokoju młodego Stylesa. Gdy dotarli tylko
do jego łóżka, opadli na nie z cichym westchnieniem, ich wargi były
złączone aż do momentu, w którym zabrakło im tchu.
- To było… WOW – powiedział loczek z uśmiechem, wtulając się w zagłębienie szyi ukochanego.
- Zgadzam się – odparł ten drugi z uśmiechem.
- Tak więc teraz mogę nazwać cię moim chłopakiem ? – szepnął nieśmiało Harry.
- A czy chcesz żebym nim był ? – spytał starszy lekko się podnosząc by móc znów złączyć ich usta w przyjemnej pieszczocie.
- Oczywiście, że tak – powiedział radośnie loczek gdy oderwali się od siebie.
*
- Lou ale na pewno jesteś tego pewien? – spytał loczek, gdy na
zajutrz siedzieli w aucie bruneta zaparkowanym przed szkołą – Nie muszi
tego robić jak nie chcesz.
- Ale ja chce Hazz. Chcę by każdy wiedział, że jesteś mój, a ja twój.
– powiedział pewnie Tomlinson wychodząc z auta, następnie wyciągając
ich plecaki i kierując się do drzwi Harry’ego. ‘Więc to ten moment’ –
pomyślał Harry, podając swoją dłoń chłopakowi i nie puszczając ich, ze
splątanymi palcami oraz szerokimi uśmiechami na twarzach ruszyli do
drzwi szkoły.
Jak zwykle nie zwracali uwagi na szepty za sobą, ale teraz były one
bardziej agresywne. Bo jak to możliwe by Harry Styles był z Louisem
Tomlinsonem. To jest wręcz wbrew prawu istnienia.
Gdy chłopcy zatrzymali się pod salą, w której młodszy miał lekcje,
loczek oczekiwał, ze przytulą się na pożegnanie, a on wejdzie do Sali.
Ale tak się nie stało, Tomlinson odprowadził go pod samą ławkę, chwile
po tym jak odłożył jego plecak na nią stał z tym swoim idealnym
uśmiechem naprzeciwko Harry’ego.
- To na mnie już chyba czas Hazza – szepnął uroczo, przybliżając się
do Stylesa, by po chwili złączyć ich usta w długim i namiętnym
pocałunku. W klasie zapanowała całkowita cisza, wszyscy patrzyli na nich
zszokowani, ale oni się nie zrazili. Ich pocałunek stał się bardziej
agresywny, Louis posadził Harry’ego na ławce samemu ustawiając się
pomiędzy jego nogami. Mogli by tak w nieskończoność, ale rozbrzmiał
dzwonek na lekcje. Z głośnym mlaśnięciem oderwali się od siebie. Ich
usta były czerwone i napuchnięte, ubrania pomięte, a włosy potargane.
- No to pa… - szepnął Louis całując w policzek chłopaka a następnie z dumnym uśmieszkiem wychodząc z klasy.
- Pa.. – powiedział jakby do siebie rozanielony loczek.
W momencie gdy nauczyciel wszedł do Sali, chłopak wrócił na ziemie i
usiadł w swojej ławce normalnie. ‘Witaj nudna rzeczywistości’ – pomyślał
otwierając podręcznik na wyznaczonej stronie.
*
- Ym.. Lou… - powiedział zawstydzony Harry podczas przerwy obiadowej kilka tygodni później.
- Tak Herreh ? – spytał słodko Louis odrywając się na chwile od szyi
chłopaka, na której już roiło się od malinek. Spojrzał na nie dumnie, by
po chwili wrócić do poprzedniego zajęcia, powoli głaskając jedną ręką
udo, a drugą plecy swojego chłopaka.
- Wszyscy się na nas gapią.. i.. ohh… jestem całkowicie twardy
skarbie – wyszeptał mu na ucho młodszy. Nie było to takie dziwne, że
obnosili się ze swoim związkiem, już kilka dni po pocałunku przed lekcją
Harry’ego wszyscy przyzwyczaili się do tego co robią, i tego że są ze
sobą. Ale teraz było inaczej, siedzieli przy stoliku w stołówce, lecz to
nie było zwykłe siedzenie, Harry był na kolanach Tomlinsona owijając
jego pas swoimi nogami z rękami wplątanymi we włosy starszego, który
bardzo intensywnie robił mu malinki na szyi. To właśnie tym zachowaniem
zwrócili na siebie uwagę całej stołówki, dodając do tego ciche
westchnienia i jęki młodszego. Cała szkoła wraz z nauczycielami
obserwowali bezwstydnie rozwój tego zdarzenia.
Louis słysząc szept swojego chłopaka przeniósł swoją dłoń z uda na jego krocze masując je powoli.
- Oh.. Lou… Boże… Jest mi tak dobrze… Ale nadal znajdujemy się w..
oh… jebanej stołówce.. ugh.. i chyba kochanieee… nie chcesz by inni
widzieli jak dochodzę.. ah… prawda? – szepnął zachrypniętym z
podniecenia głosem Harry.
- Ten widok jest zarezerwowany tylko dla mnie kotku – powiedział
Tomlinson, szybko wstając wraz z chłopakiem w ramionach i kierując się
do łazienki. Nikt nawet nie raczył im przerwać byli zbyt zaskoczeni
obrotem akcji, w szczególności nauczyciele. Patrzyli tylko za nimi
czerwoni z zażenowania.
Gdy chłopcy tylko dostali się do łazienki, zamknęli się w jednej z kabin.
- Na czym to my? – spytał jakby sam siebie Louis – Ahh.. tak –
powiedział siadając wraz z chłopakiem na zamkniętej toalecie, rozpinając
jego jak i swoje spodnie.
Obaj byli już wystarczająco twardzi więc szybko z ciągnęli bieliznę.
Louis wolnymi ruchami rozprowadzał prejakulant po swoim członku, nie
przestając całować swojego chłopaka.
- To może trochę zaboleć – szepnął mu na ucho, podnosząc go ze swoich kolan a następnie nabijając na swojego członka.
- Oh… Jak dobrze – szepnął młodszy powoli ujeżdżając swojego
chłopaka. Tłumili swoje jęki pocałunkami. Niestety z każdym pchnięciem
było to trudniejsze, a łazienka wypełniała się głośnymi jękami i
westchnięciami połączonymi dźwiękiem uderzającej o siebie skóry.
- Louuuuuuu… ja zaaaaarrrazz dojdeęęęęęęęęęęę – jęczał Harry przyspieszając swoje podskoki.
- Oh… Hazz daj mi chwilkę – wystękał starszy. Po kilku minutach było
słychać tylko ich połączone głosy w spełnionych westchnieniach.
- Kolejne miejsce z głowy LouBear – szepnął Harry, ledwo łapiąc oddech.
- Ahh… tak… - westchnął Tomlinson wychodząc z młodszego i sięgając po papier by zetrzeć z niego swoją spermę.
**********************************************
Jak komuś się spodoba niech skomentuje :) Mam też jedno pytanie : Czy chcecie drugą część ??
Ten shot łatwo mi się pisało...sprawiła to ta piosenka....
Klik, Klik znalazłam też kiedyś filmik do tej piosenki z elounor vs larry...
f