niedziela, 11 maja 2014

Rozdział 3 : Something New - A New Story. Our

Obudziły mnie pocałunki na szyi. Jęknąłem mocniej przytulając mocniej szatyna.
- Kochanie, daj mi pospać - mrugnąłem w jego szyję. Mój kochanek jak widać nie zamierzał dać mi świętego spokoju. Warknąłem cicho przewracając nas tak że siedziałem okrakiem na Boo.
- Kotek, chce spać a ty mi nie pozwalasz - mruknąłem cicho, patrząc na niego czułością. Inaczej nie potrawie...
- Wiem ale musisz się umyć a za pół godziny wychodzimy...- moje oczy się poszerzyły. Zerwałem się z ukochanego i wbiegłem do łazienki zamykając drzwi. Chciałem sięgnąć po ręcznik z szafki ale nie mogłem...coś pociągnęło mnie w dół i upadłem na podłogę z hukiem po drodze uderzając w umywalkę. Z jakiegoś miejsca zaczęła napływać krew, wystraszyłem się że jeszcze umrę...Ktoś zaczął dobijać się do drzwi. Walił w nie tak mocno że o dziwo jeszcze nie wypadły z zawiasów. Chciałem wstać by otworzyć ale nie umiałem. Czułem się jakbym został przyczepiony do kafelek.
- Harry ! Otwórz !! - to LouLou dobijał się, chciałem mu otworzyć. Zacząłem walkę by wstać ale po chwili zapadła ciemność i nic nie widziałem. Po chwili stałem na jakieś chmurze, dookoła jest jasno, nawet zbyt jasno. Z oddali zobaczyłem złoty tron na którym był czarny tunel w nim widziałem siebie na podłodze, wyglądałem na martwego...po chwili drzwi otworzyły się i wbiegł Lou. Zaczął płakać ale dlaczego ? Chyba że...nie..to nie może być prawda ! Ja żyję ! To tylko jakiś zły sen ! Zacząłem panikować
- Harry...- usłyszałem jakiś głos z oddali zacząłem się rozglądać by znaleźć osobę ale nikogo nie było -...uspokój się. Narada boska cę wezwała by...
- Czekaj, czekaj...jaka narada boska ? O co tu do cholery chodzi ? - teraz w ogóle nie panowałem nad sobą, JA KURWA NIE UMARŁEM ! myślałem tak cały czas ale to nic nie dawało
- Jesteś w niebie chłopcze...byłeś blisko śmierci bo nasze małe skrzaty nie zdążyły cię tu zaciągnąć...od jakiegoś czasu czekamy na dobry pomysł by cię tu wezwać - odpowiedział mi ten głos. Ja..jednak..nie...żyję. Po moich policzkach poleciały łzy. Spojrzałem na ten tunel. Louis krzyczał coś próbując mnie obudzić ale nic...płakał tak jak ja teraz. Moja głowa była na jego kolanach
- Proszę nie...ja chcę wrócić ! Ja go kocham, on kocha mnie ! I ty głosie uważasz że to był dobry moment  by mnie z stamtąd zabrać ?! Dlaczego ?! - darłem się jak głupi. Znów spojrzałem na to co się dzieje na dole. W łazience byli teraz wszyscy : Zayn, Liam, Niall, pogotowie i mój ukochany. Cały czas trzymał mnie za lewą rękę. Podniosłem tą i przyłożyłem do serca.
- Skarbie ty nie umarłeś...- skąd ja znam ten głos ? Odwróciłem się za tym miłym dźwiękiem. Zobaczyłem babcię Louisa która niedawno opuściła świat żywych.
- Jak nie umarłem to co ja tu robię ? -zapytałem zagubiony. Babcia podeszła do mnie
- Zostałeś wybrany na anioła...anioła stróża Louisa...czekaliśmy na wyznania Louisa i tego jak zareagujesz...nie chcieliśmy cię wybierać gdybyś miał go znienawidzić za to że cię kocha...- teraz babcia zaśmiała się - twoich myśli nikt nie umie wyczytać...miało to stać się wczoraj ale nie było kiedy - stałem osłupiały na te wyznanie. Ja aniołem ? Z białymi skrzydłami ? Nie, nie to jakiś żart
- Żartujecie ? O mało mnie nie zabiliście po to bym stał się aniołem ? Ja nawet latać nie umiem...
- Dlatego zapadłeś w śpiączkę by się nauczyć...nie obudzisz się dopóki nie opanujesz wszystkiego - nagle przypomniało mi się wydarzenie z przed kilku lat, jak to moja mama była w śpiączce przez 3 tygodnie...czy ona też...aniołem ?

*If an an­gel we­re to tell us so­mething of his phi­losophy,
 I do be­lieve so­me of his pro­posi­tions would sound li­ke 
 2 x 2 = 13.*

 - Czy moja mama też jest aniołem? -zapytałem cicho z nadzieją że odpowiedź będzie brzmiała ''nie''. Ale było inaczej
- Tak. Jest twoim aniołem stróżem...
- Co ?! Dlaczego ja o tym nie wiedziałem ? - Tak wiem nie ładnie przerywać no ale musiałem... a tak w ogóle nie chcę być aniołem...nie chce być tyle czasu w śpiączce.
- Ludzie bardzo rzadko wiedzą o Aniołach. Jedynie małżonkowie to wiedzą czasami ale to jest przypadek 1 na miliard że wie o tym zaufany partner - odpowiedziała łagodnie...pomyślałem chwilę i wymyśliłem
- Louis za kilka lat będzie moim mężem i jest zaufanym partnerem - odpowiedziałem zgodnie prawdą
- Wpierw musiałbyś porozmawiać  z Panem Bogiem - pokiwałem głową na znak że rozumiem
- Okay, zgadam się...kiedy mam zacząć ? - uśmiechnęła się szeroko i zaprowadziła mnie do drzwi których wcześniej nie zobaczyłem

* Narrator *
Mijają minuty, godziny, dni, tygodnie a Harremu daleko by się przyzwyczaić jak i obudzić. Louis odchodzi od zmysłów gdy jego chłopak się nie budzi... Chodzi na uczelnię by później dać notatki swojemu chłopakowi. Codziennie jest dobrej myśli, ma nadzieję...
Harry jak to Harry rzuca wszystkim gdy coś pójdzie nie tak...sam Bóg jak i dusze mają go dość. Siedzi tutaj już 2 tydzień a na razie opamiętał chowanie skrzydeł, i podnoszenie się do góry więc, przed nim jeszcze sporo nauki. Harry w nocy prawie  ogóle nie spał bo patrzył co Louis robił cały dzień raz zobaczył jak płakał załamany czytając mój pamiętnik...nie miałem mu tego za złe. Zrobiłbym tak samo. Już nie raz chciał porozmawiać z Bogiem czy mógłby powiedzieć o tym LouLou ale zawsze tchórzył.
- Panie...-zaczął delikatnie obawiając się odmowy. Zdecydował się wczoraj wieczorem gdy chłopcy gadali
i Louis opowiadał o nim. Mówił tak: '' Harry jest romantyczny, szczery, niczego nie ukrywa, czuły a co najważniejsze bardzo go kocham '' te słowa tak rozczuliły loczka że postanowił zapytać
- Tak Harry ? - zapytał jak zwykle miłym głosem.
- Bo...ja...no...ugh...mógłbympowiedziećLouisowiotym ? - zapytał bardzo szybko z nadzieją że Bóg zrozumie ale on jest zbyt mądry
- Harry, jesteś młody i nie powinienem się zgadzać ale widzę jak...?
- Louis
- No właśnie. Więc widzę jak Louis opłakuje cię a ty jak każdej nocy sprawdzasz co robił twój ukochany...powiem tak póki co masz białe skrzydła ale jak tylko zejdziesz na ziemię z postanowieniem mu zmienią kolor na czarno. Co wcale nie oznacza cię złego tylko odważnego - opuścił pomieszczenie w celu szybkiej nauki by znów pocałować kochanka

* Perspektywa Louisa *
Harry '' śpi '' od 4 tygodni. Tęsknię za nim cholernie ale muszę czekać z nadzieją, chociaż wiem, że nic mu się nie stanie bo on bym mnie nie zostawił. Nie zrobiłby tego. Kocha mnie tak mocno że zrobiłby wszystko by tu wrócić. Tak wiem bełkoczę. Wstałem z krzesełka całując kochanka w czoło, odwróciłem się zmierzając do wyjścia. Już miałem wychodzić ale odwróciłem się ostatni raz to co zobaczyłem sprawiło że nie umiałem się ruszyć. A mianowicie z pod Loczka wyrosły duże skrzydła. Przestraszony zamknąłem drzwi i podszedłem do łóżka. Skrzydła były intensywnie czarne i wyglądały na puszyste. Chciałem je dotknąć gdy zobaczyłem że Harry poruszył się. Szczęśliwy a zaraz przestraszony zacząłem płakać. Łzy szczęścia skapywały po mojej brodzie. Oczy Hazzy otworzyły się i zaczęły rozglądać po pomieszczeniu. Gdy jego zielone spojrzenie spotkało się z moim - niebieskim - zaniemówiłem. Jego oczy zmieniły kolor. Były bardziej intensywniejsze...
- Harry...-wyszeptałem cicho. Loczek uśmiechnął się pokazując swoje dołeczki usiadłem na brzegu łóżka chwytając jego dłoń
- Louis...Louis musimy pogadać - wyszeptał zmęczony...zmęczony ? Spał kuźwa miesiąc i jest zmęczony ?
- O..okay - wyjąkałem nagle zdając sobie sprawę że jego ton był poważniejszy niż kiedykolwiek
- Już chyba zauważyłeś że jestem aniołem...- wskazał wzrokiem na swoje skrzydła. Pokiwałem lekko głową
- Z tego co pamiętam z bajek anioły mają białe skrzydła - wymruczałem zażenowany. Harry wyczuł to bo chwycił mnie za rękę i lekko ją pocałował
- Chodź opowiem ci wszystko...- Harry poklepał miejsce koło siebie wcześniej chowając skrzydła. Położyłem się koło niego. To jak opowiadał co przeżył jak do tego doszło
- Co ?! Spotkałeś moją babcie? -przerwałem mu w opowieści. Harry pokiwał głową a ja uśmiechnąłem się do siebie już chciałem zapytać o nią ale Harry uciszył mnie pocałunkiem.
Od 20 minut siedzimy w absolutnej ciszy. Jedno pytanie nie dawało mi spokoju ale nie wiedziałem jak zapytać
- Harry ? - zacząłem powoli dalej kreśląc jakieś kształty na jego brzuchu.
- Tak, kochanie ? -zapytał delikatnie
- Ja no..wiesz...ugh dlaczego zostałeś aniołem ? -Harry pocałował mnie w czoło i cicho wymruczał
- Bo Bóg chciał bym był twoim aniołem stróżem - przygryzł płatek mojego ucha ja przez ten niespodziewany odruch Hazzy jęknąłem
Harry dawno już spał a ja jakoś...nie umiałem...cały czas myślę o tym samym. O ile nasze życie się teraz zmieni ? Czy Harry często będzie zapadał w śpiączkę tylko dlatego że Bóg tego zechce ? Czy on nadal mnie kocha ? Po cichu wstałem i podszedłem do okna by spojrzeć w niebo...nie wiem co mnie pokusiło ale musiałem coś sprawdzić...a mianowicie czy jestem w stanie coś zobaczyć. Patrzyłem jak idiota poszukując czegoś że nawet nie usłyszałem kiedy Harry obudził się i podszedł do mnie od tyłu mocno mnie przytulając. Wysunął swoje skrzydła i osłonił mnie nimi.
- Skarbie ? - wymruczał mi do ucha tak słodko że kolana mi miękły. Chwyciłem jego dłonie by nie upaść i lekko odchylając głowę. Prawym policzkiem dotykałem jego skrzydła. Tak jak wcześniej myślałem były puszyste...na odsłoniętej szyi poczułem delikatne usta Harrego.
- Kocham cię -wyszeptałem cicho Harry mruknął cichutko, przez moje ciało przeszły dreszcze
- Ja ciebie też, skarbie ale powiedz mi czego szukałeś na niebie ? -zapytał między pocałunkami w szyję
- To trochę głupie...szukałem jakiś znaków mojej babci - zażenowany spuściłem głowę ale Loczek chwycił ją i lekko podniósł  do góry by móc dalej całował moją szyję. Nogi to miałem całe z waty...czasem zastanawiam co zrobiłem że zasłużyłem na takiego człowieka...nie czekaj wróć...Anioła to ja nie wiem...
- To nie jest głupie...mój znak też tam jest. - Moje oczy zaczęły skanować całe niebo poszukując ''coś '' Hazzy
- Um...pokarzesz ? - zapytałem nieśmiało. Poczułem jak zielonooki kiwa głowę i podnosi rękę pokazując jakiś punkt koło księżyca
- Jest to największa gwiazda jaką widzisz...w niej jestem ja i ty - wyszeptał mi do ucha przygryzając mój płatek
- Ja ? - zapytałem zdezorientowany. Chłopak mruknął ciche ''yhm'' Jezu Harry zaraz zwariuję od tych twoich subtelnych warg 
- Jesteś tam bo kocham cię najbardziej na świecie gdyby nie moja miłość do ciebie ani twoja do mnie nigdy byś nie wiedział że jestem Aniołem, kochanie - wymruczał chowając skrzydła, pociągnął mnie za rękę w stronę łóżka. Położyliśmy się na nim wtuleni. Ja po chwili odpłynąłem dzięki głosowi Hazzy który śpiewał mi na dobranoc.
Następnego dnia Harry przechodził różne badania. Lekarze bardzo się zdziwili widząc znamienia na plecach Harrego. To stąd masz te cuda To była moja pierwsza myśl kiedy to zobaczyłem. Harry wymyślił jakąś bajeczkę o operacji czy coś w tym stylu to jak się jąkał sprawiło że mocno się uśmiechnąłem. Po kilku godzinach lekarze przyznali że jest na tyle zdrowy że może iść co było dla nich szokiem ale nie komentowali. Właśnie wracamy do mieszkania trzymając się za ręce.
- Harry chodź do sklepu - powiedziałem patrząc na logo TESCO
- Okay, ale po co  ? -zapytał zdezorientowany
- Jutro wykłady mamy od rana a później idziemy do pracy - nie było to dla niego zaskoczenie ani dla mnie. Nie ukrywał faktu że obserwował mnie każdego dnia - więc dzisiaj przygotujemy obiad na jutro a w lodówce nic nie ma. - oznajmiłem z uśmiechem. Loczkowaty oddał mi najszczerszy uśmiech na świecie. Weszliśmy do sklepu od razu przechodząc na makarony wzięliśmy '' świderki '' i ruszyliśmy po sos. Potem Harry gdzieś zniknął a ja podszedłem do kasy. Po chwili dołączył loczek z kupą słodyczy ja jedynie pokręciłem głową z uśmiechem.
Właśnie starałem się otworzyć drzwi ale Harry znów przyczepił się mojej szyi
- Czasami zastanawiam się czy ty jesteś Aniołem czy Wampirem - zaśmiał się cicho nadal całując moją szyję
- 100 % Anioł, kocie - przygryzł moją skórę przez co jęknąłem. Udało nam się wejść do mieszkania ale to co tam zastaliśmy sprawiło że zakupy wyleciały mi z rąk. Na naszej kanapie był Niall i Liam...uprawiali sex...gdy nas usłyszeli odwrócili się w naszą stronę cali czerwieni
- Harry ! -zawołał Niall spod Liama. Szatyn cały czerwony patrzył na nas
- Liam...wyluzuj. Jestem pewny że za jakiś czas to wy nas przyłapiecie - powiedział Harry, chwycił torby z zakupami ale jedną zostawił mówiąc
- zanieś ją do pokoju - pokiwałem głową chwytając torbę. Wszedłem do pokoju zastanawiając się gdzie to schować by Nialler tego nie widział... Spojrzałem na łóżko szybko klęknąłem i schowałem. Już miałem wstawać gdy Harry chwycił mnie w pasie tak że uniosłem się kilka metrów nad ziemią zachichotałem trochę za głośno, oplotłem go nogami Harry zaczął całować mnie po szczęce, pod uchem, w nos ale najbardziej lubię gdy całował mnie usta. Jego wargi na moich były jak magia. Pocałunek był delikatny, czuły ale zarazem zaborczy i ostry...smakowały jak truskawki wiem jestem dziwny ale tak smakowały. Całowaliśmy się jakiś czas póki Harry się nie potknął i wylądowaliśmy na łóżku, przejechałem po wypukłościach na jego plecach
- Harry...wyciągnij skrzydła, proszę - wyjąkałem  zażenowany loczek jedynie uśmiechnął się i '' wyciągnął '' swoje piękne, czarne skrzydła. Od teraz będę chciał je podziwiać cały czas
- Podobają ci się ? -zamruczał mi do ucha
- Yhm...-odpowiedziałem chwytając jego tyłeczek chciałem go pocałować ale drzwi się otworzyły a w nich stał Liam. Harremu ledwo udało się ukryć cenny skarb
- Um...sorki..już wychodzę - drzwi się za nim zatrzasnęły a cuda loczka znów wyszły

* Perspektywa Liama *
Chciałem się zapytać chłopaków czy idę jutro na wykłady a nie dość że przyłapałem ich w nie zbyt komfortowej sytuacji to jeszcze coś czarnego wsuwało się w Harrego...coś podobnego do skrzydeł Anioła.
Czy...czy ten niewinny chłopak jest...Aniołem ?

*****************************************
Jest to rozdział przepraszający za to że dawno nic nie dodałam przez was dostanę jutro jedynkę z Historii ale opłacało się..nie wiem co mi się stało z głową ale spodobał mi się pomysł z Aniołem :) A tsk w ogóle dziękuję za 8 000 wejść...za to zero komentarzy... :(  proszę tylko o 5 komentarzy ! Będzie to dla MNIE COŚ WIELKIEGO ! 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz