czwartek, 5 czerwca 2014

Rozdział 4 :the greatest mystery ( część 1)

Gdy tylko wyszedłem z pokoju Harrego i Louisa nie daje mi spokoju jedno pytanie Czym albo kim był Harry? Czy to co widziałem to nie były urojenia spowodowane najlepszym współżyciem na świecie ? A jeśli to prawda to jak to do cholery możliwe ? Ruszyłem w stronę mojej i Nialla sypialni w celu pogadania z nim o tym. Po cichu wszedłem do pomieszczenia uważając że blondyn może już spać...chyba się nie pomyliłem bo nawet nie zareagował gdy wchodziłem
-Niall ? - Zapytałem cichutko. Owszem nie chciałem go budzić o ale musiałem z kimś o tym pogadać a Zayn był teraz w barze na nocnej zmianie. Ciało mojego szkraba lekko poruszyło się. Po chwili odwrócił się w moją stronę ukazując swoje niesamowite niebieskie oczy. Podszedłem do niego po cichu i usiadłem delikatnie na łóżku
- Co jest, kochanie ? - zapytał lekko zdezorientowany patrząc na mnie słodko
- Możemy pogadać ? -zapytałem powoli. Niall usiadł jakby kija połknął. Patrzył na mnie z przerażeniem
- O czym ? - zapytał zdenerwowany. Czyżby Nialler myślą że chcę z nim zerwać ? No sorka ale nigdy to się nie stanie...ułożyłem się wygodnie i zacząłem :
- Czy nie zastanawia cię kim albo czym jest Harry ? - zapytałem po chwili. Spojrzałem na niego, na jego twarzy można było odczytać zdezorientowanie.
- Jak to czym ?? Człowiekiem a kim innym ?! - zapytał Nialler. Nie wiem czemu ale nagle miałem poczucie że ktoś nas obserwuje…czułem jak ktoś zabija mnie wzrokiem, przerażenia zrobiłem duże oczy ale blondasek nie skapł się o co mi chodzi
- On na pewno nie jest 100% człowiekiem- odpowiedziałem powoli nadal czując że ktoś na nas patrzy. Niall nadal patrzył na mnie więc nie mógł widzieć kogoś za mną na przykład w ciemnym rogu pokoju…
- Masz jakieś sugestie dlaczego tak uważasz ? - zapytał delikatnie chwytając mnie za dłonie
- Jauważam …to znaczy…ugh…uważam że on jest…- wypuściłem powietrze z świstem i spojrzałem na jego usta -...że on jest...ugh...aniołem ? - spojrzałem na Nialla, wpierw patrzył na mnie zdziwiony ale jak spojrzał gdzieś za mnie jego oczy powiększyły się do granic możliwości. Lekko odwróciłem się i od razu tego pożałowałem. W kącie pokoju stał chyba (!) demon. Bo był...dziwny ? Miał czerwone skrzydła i jakiś ogon mu wystawał z dupy trzymał Louisa który zapewne chciał wejść do pokoju by o coś zapytać ( jak to robił każdej nocy ) ale dzisiaj miał pecha...trawił na...to coś.
- No proszę, proszę...kogo my tu mamy ? -zapytał cholernie obrzydliwym głosem...zagotowało się we mnie no bo jak ktoś taki jak ON może dotykać takiego kruchego i małego chłoptasia ?!
* perspektywa Harrego *
Louis poszedł do pokoju Niama by zapytać co jutro robimy po zajęciach...bo on nie miał kiedy się tego pytać ?! Już jakiś czas nie wracał przecież nie szedł do Polski ( a wiem że na pieszo to CHUJ daleko ). Wyskoczyłem spod ciepłej kołderki i i ruszyłem do sypialni Liama i Nialla...koło drzwi poczułem dziwny zapach...jakby demona...
Harry ! Harry ! Ratuj Louisa !
To usłyszałem w mojej głowie. Od razu ''uwolniłem'' skrzydła i z łomotem wpadłem do pokoju. Na łóżku siedzieli przerażeni Li i Ni a stwór chciał wyjść przez okna z LouLou.
- Kurwa, zostaw go ! On chyba nie należy do ciebie ? -zapytałem podchodząc do niego ''jebnąłem'' go w mordę tak że zatoczył się upadając na ziemię tym samym uwalniając Louisa.
- Co ty se kurwa myślisz ? Że będziesz straszył mojego chłopaka, śmieciu ? Mamusia nie nauczyła cię że nie wolno straszyć ładniejszych od siebie ? - demon chciał się wyrwać ale nie pozwoliłem mu na to. Ten śmieć sprawił że Louis może się teraz bać każdego ! Ja go zajebię. Rozejrzałem się po pokoju poszukując czegoś ostrego odwróciłem się za siebie i zobaczyłem widelec. Dzięki Liam że boisz się łyżek...muszę mu kiedyś podziękować. Pomyślałem, chciałem chwycić go ale na moje nieszczęście To Coś chwyciło mnie za ramiona i chwyć widelec zmierzał w moją stronę, by mnie tym zadźgać ale coś a raczej ktoś go potrzymał a mianowicie Louis który wbił mu nóż prosto w serce demona...Szybko wstałem i podszedłem do przestraszonego LouLou mocno go przytulając. Szatyn patrzył na swoje dłonie z przerażeniem które było widać gołym okiem
- Boo...kochanie uspokój się...jak nie ty to ja bym go zabił. - powiedziałem cicho. Spojrzałem na przyjaciół którzy patrzyli na mnie z przerażeniem. Natychmiast schowałem skrzydła
- Liam, Niall...chłopcy jedynie wstali i rzucili się nam na szyję
- Gdyby nie wy to on by nas zabił...dziękujemy - powiedział chłopak z sarnimi oczami natomiast blondyn mocno przytulał się do jego boku tak samo przerażony jak Louis. Mocno go przytuliłem i pocałowałem w czoło. Chwyciłem mojego skarba by iść z nim do naszego pokoju
- Harry, co to było ? - zapytał Liam patrząc na mnie nie podejrzliwie. Na początku nie zrozumiałem o co mu chodzi ale gdy wskazał palcem na plecy dotarło do mnie.
- Pogadamy  rano, okay ? - odpowiedziałem cicho...Niall pokiwał głową ale nadal był przerażony, Liam tak samo ale on był bardziej odważny. Wyszedłem z ich sypialni zamykając drzwi. Po drodze do naszego azylu pogasiłem wszystkie światła. Wszedłem do pokoju i położyłem go na łóżku. Podszedłem do drzwi by je zamknąć. Wróciłem do Lou. Był skulony w rogu łóżka. Spojrzał na mnie z przerażeniem ale zobaczyłem tam też ulgę ? Miłość ? Niepewność ? Chyba to wszystko na raz...Usiadłem koło niego. Położyłem swoją dłoń na jego biodrze by chociaż trochę go uspokoić.
- Boję się - wyszeptał cicho. Zauważyłem że jego oczy zaszkliły się. Położyłem się blisko niego. Rozłożyłem ramiona a on wtulił się we mnie wystraszony.
- Nie masz czego...-wyszeptałem mu do ucha, lekko je przygryzając
- Jak nie mam czego ? - zapytał łamiącym się głosem. Pszytuliłem go mocniej
- No a o co masz się bać, kochanie ? - zapytałem cicho całując go w mały nosek. Lou zaśmiał się cicho
- No o ciebie się boję - powiedział cichutko. Zrobiło mi się ciepło na serduszku
- To ja powinienem bać się o ciebie a nie na odwrót, koteczku- pocałowałem go w czoło. Odwróciłem nas tak że ja wisiałem nad nim.
- kocham cię - szepnął patrząc mi w oczy.
- ja ciebie też, skarbie - nachyliłem się by pocałować jego różowe usta. Pocałunek był namiętny….nawet bardzo. Po jakimś czasie odsunęliśmy się od siebie z mlaśnięciem ust.
- Chodź spać - powiedziałem kładąc się obok szatyna. Pszytuliłem się do jego boku i odpynąłem w krainę morfeusza
* perspektywa Louisa *
Obudził mnie hałaśliwy budzik. Jęknąłem odwracając się w drugą stronę ale przez przypadek zamiast trafić na poduszkę, trafiłem na tors Hazzy który powoli budził się.
-harry kochanie wstawaj -wyszeptałem mu do ucha. Loczek jedynie mocniej mnie przytulił.
-No skarbie - przygryzłem płatek jego ucha. Zielonooki nadal upierał się na spanie
- Harry!! -wydarłem się mu do ucha. Mój chłopak odskoczył ode mnie jak oparzony. Zacząłem się śmiać jak opętany. Spojrzałem na Harrego, wyglądał jak 5-latek któremu zabrano zabawkę. Nie powiem był to ładny widok. Podszedłem bliżej niego, usiadłem mu na kolanach.
- Harry…nie chciałem -zrobiłem smutną jak kotek ze shreka.
- Oj...nie gniewam się kochanie - powiedział patrząc niby na mnie ale też nie dokładnie..
- Haz ? Co jest ? Czemu na mnie nie patrzysz ? Co ? - zapytałem zaniepokojony
- Nic.
- przecież widzę...
- NIE KOCHAM CIĘ ! - krzyknął loczek i zrzucił mnie z swoich kolan. Spojrzałem na niego zdziwiony. To nie był mój Harry…on zachowuje jak ten pieprzony egoista.
-Harry? - zapytałem pomału. Harry odwrócił się w moją stronę.
-Czego? - zapytał chłodno. Podszedłem do niego ze smutkiem.
-Co się stało?
-nic.
-Widzę…powiedz
- Nie mogę z tobą być Czy ty tego nie rozumiesz ?- zapytał patrząc na mnie z czułością
- Dlaczego ? 
- Zastanowiłeś się może że ta akcja z nocy może się jeszcze kilka razy wydarzyć ? To wykończy cię psychicznie...no chyba że masz jakieś prochy na strach ? - nie wiedziałem o czym on do mnie gada..w głowie miałem jego nieszczere słowa nie kocham cię, nie kocham cię
 -no właśnie…mimo wszystko kocham cię bardzo mocno ale ja nie mogę być z tobą, przepraszam…-wyszeptał cicho. Moje oczy zaszły łzami. On tego nie powiedział, to jakiś pojebany sen z którego obudzę się…
- Ty tego…nie wierzę ci! Ty mnie kochasz…-ostatnie zdanie wyszeptałem upadając na podłogę. Poczułem jak silne ramiona oplatają moją talię.
- Louis…kochanie.. ja…ja nie…kochanie..
- Harry, nigdy nie odejdziesz? - zapytałem cichutko
- ...- nic nie odpowiedział nawet nie patrząc mi w oczy nachyliłem się by pocałować jego słodkie usta. Pocałunek był delikatny i czuły.
Włącz: Don't Let Me Go - Harry Styles
-Harry? - zapytałem, odrywając się od jego pięknych ust
-Hm? -odpowiedział pytaniem całując mnie po szyi, uczucie jego anielskich ust na mnie było cudowne
- Co w ciebie wstąpiło wcześniej? - Zapytałem że powód będzie mniej drastyczny od tego dziwnego zdarzenia
- Uczucie że możesz mnie kiedyś zostawić za to że jestem aniołem. - powiedział nadal całując mnie w szyję, jego duże ale miękkie dłonie odnalazły moje i splótł nasze palce. Tak idealnie do siebie pasowały. Ale wracając do odpowiedzi Hazy on chyba na łeb upadł ( tak wiem tym tekstem zniszczyłem cały romantyzm jaki “czytacie”) to że jest aniołem jest tak cudowne że JA nigdy nie pozwolę mu odejść NeverEver. Pocałowałem go w nos przez co zmarszczył go w ten uroczy sposób.
-Harry…ja nigdy cię nie zostawię. Bardzo cię kocham, że aż to boli…-powiedziałem patrząc mu w oczy. Zauważyłem, że jego zielone paczałka zaszły łzami. Przytulił mnie mocno.
- chodź kochanie, musimy iść na uczelnię - odpowiedział Harry. Wstaliśmy by zacząć  się szykować.
Teraz siedzimy na stołówce bo jest pora lunchu, jak się domyślacie nie szczędziliśmy sobie czułości. Już chyba wszyscy wiedzą że jesteśmy parą. Siedzę okrakiem na jego kolanach a loczek całuje mnie w szyję. Dla innych mogło być dziwne ale dla mnie czy Hazzy była to oznaka prawdziwej, młodej miłości.
Właśnie wracamy do domu trzymając się za ręce. Po drodze wstąpiliśmy do sklepu…to znaczy Harry poszedł a ja zostałem przed sklepem bo mnie o to poprosił. Wrócił po niecałych 10 minut które były dla mnie wiecznością. Najdziwniejsze było to że wyszedł bez żadnej reklamówki czy czymkolwiek z tego sklepu. Bez słowa podszedłem do niego i cmoknąłem go w usta.
- Harry co kupiłeś? - zapytałem chwytając go za dłoń splatając nasze palce.
- Nic kochanie, nic -odpowiedział całując mnie w czoło. Wzruszyłem jedynie ramionami w celu poddania się. Ruszyliśmy w stronę domu nie odzywając się w ogóle. Gdy tylko otworzyłem drzwi doszedł do nas Niall zadając pytanie ;
- Kurwa, czym ty jesteś ? - Liam pociągnął go do siebie i uspokajając go spojrzał na loczka który był przybity.Przytuliłem go mocno do siebie i pociągnąłem jego ciało do salonu. Usiadłem na niej a po chwili Haz. Wtuliłem się w jego ciało bo wtedy czułem się kochany potrzebny dla kogoś.
- On jest Aniołem...Moim Aniołem - odpowiedziałem patrząc na Niama. Ich miny pokazywały zaskoczenie..i to nie małe
- Jak to ? - zapytał Liam patrząc to na mnie a na Harrego, czułem się jak na cholernym przesłuchaniu w sprawie morderstwa.
- No normalnie...- Hazza zaczął opowiadać jak to się stało a ja lekko całowałem jego skórę szyi. Po jakiś 30 minutach gdy już prawie usypiałem Harry podniósł mnie na ręce i zaniósł do sypialni. Chodził ostrożnie ale przy samych drzwiach nie zobaczył piłeczki (co tu robi piłeczka ?!) i o mało nas nie zabił. Chwycił się futryny posyłając mi przepraszające spojrzenie. Gdy tylko Harry wszedł ze mną na rękach do pokoju od razu położył mnie na łóżku. Mój ukochany usiadł na mnie okrakiem.
- Bardzo jesteś zmęczony ? - zapytał ochrypłym głosem patrząc na mnie z pożądaniem. Jego dłonie znalazły się na moim rozporku a skrzydła (które bardzo pokochałem) wyłoniły się zza niego.
- Szczerze ? - Zapytałem patrząc na niego czule. Haz energicznie pokiwał głową - Hm...jestem cholernie zmęczony ale dla ciebie zawsze mam czas- po wypowiedzeniu tych słów nasze usta spotkały się w namiętnym pocałunku...
*****************************************
Dodaję pierwszą część 4 rozdziału gdyż dziś nie mam humoru pisać sceny +18 xd następną część zacznę pisać jutro a doda w niedzielę (?) a jeśli nie to w środę gdyż w poniedziałek i we wtorek będę na wycieczce klasowej xd (po co się zgodziłam?) Dobra nie ważne liczę na komentarze dochodzimy do 9,000wyśletleń a ZERO komentarzy...jestem smutna no...